mateusz morawiecki

"Może jestem kretynem". Obruszenie po słowach Morawieckiego do Macrona
WIDEO

"Może jestem kretynem". Obruszenie po słowach Morawieckiego do Macrona

Premier Mateusz Morawiecki w emocjonalnym wystąpieniu skrytykował prezydenta Francji Emmanuela Macrona za nieskuteczne rozmowy z Władimirem Putinem. - Negocjowalibyście z Hitlerem, ze Stalinem? - pytał. Macron nazwał komentarz "skandalicznym" i oskarżył Morawieckiego o ingerowanie we francuską kampanię wyborczą. Wymianę zdań komentował w programie "Newsroom" WP Jerzy Marek Nowakowski, były ambasador Polski w Łotwie i w Armenii. - Myślę, że Macron zapamięta te słowa. Będzie podobnie jak ze słynną opowieścią o tym, jak to uczyliśmy Francuzów jeść widelcem i nożem. Będzie to jakoś przekładało się na nasze relacje - ocenił. Nowakowski stwierdził, że polski premier "nie grzeszy zręcznością" przy tych atakach. - Przypomnę, że ze Stalinem negocjowali wszyscy, przez długi czas negocjowano też z Hitlerem. Mimo że premier Morawiecki jest absolwentem historii, to jakoś pamięta ją wysoce wybiorczo - oznajmił. - Na Boga, jeśli Polska chce prowadzić w Europie politykę, a rozumiem, że jednak chce, to bez Francji i Niemiec tej polityki europejskiej prowadzić się nie da. Można sobie tupać na użytek wewnętrzny, tylko to potem bardzo szkodzi w relacjach na zewnątrz - podkreślił Nowakowski. - Rzeczywiście wydaje się, że te słowa polskiego premiera mają być wsparciem dla politycznej przyjaciółki, jaką jest dla rządzącej partii Le Pen. Pamiętajmy tylko, że Le Pen chce wyjścia Francji z NATO, chce rozwiązania UE. Czy to jest polski interes? Głęboko w to wątpię. Jeśli to jest polski interes, to być może jestem po prostu kretynem, który nie rozumie polskiej racji stanu i polskiej polityki - mówił były ambasador. - Nie dziwię się, że Macron zareagował tak, jak zareagował - podsumował.
Natalia Durman Natalia Durman
Tomasz Siemoniak chwali wyjazd do Kijowa. Ma jedno "ale"
WIDEO

Tomasz Siemoniak chwali wyjazd do Kijowa. Ma jedno "ale"

- Trudno komentować ten wyjazd innymi słowami niż prezydenta Ukrainy Wołodymyra Zełenskiego, że to było świadectwo wsparcia - ważne dla Ukrainy, ważne dla tych, którzy heroicznie walczą o swoje państwo. Na pewno w sensie moralno-politycznym ten wyjazd jest bardzo ważny i daleki jestem tutaj od dezawuowania czy powątpiewania. Tak trzeba było zrobić - mówił były szef MON Tomasz Siemoniak (PO) w programie specjalnym WP o wyjeździe Jarosława Kaczyńskiego i Mateusza Morawieckiego do Kijowa. - Dobrze, że było tych premierów trzech. Trzy państwa słowiańskie, ale członkowskie UE i NATO, pokazały, że są z Ukrainą. Uważam, że to jest ważne, potrzebne. Ktokolwiek byłby polskim premierem, powinien tak się zachowywać, dawać świadectwo wsparcia - podkreślił. Siemoniak przyznał zarazem, że "trochę nie podobał mu się hałas propagandowy, który towarzyszył tej wizycie, zanim przywódcy dojechali do Kijowa". - Historyczne porównania, cała dyskusja, czy Unia wysłała czy tylko wiedziała... Czasem lepiej jest poczekać do końca z komentarzami. Nie ogłasza się czegoś, co się dopiero dzieje, jako coś historycznego - stwierdził. Siemoniak odniósł się również do słów byłego prezydenta Bronisława Komorowskiego, który w Radiu Zet oznajmił, że jest "rozczarowany" co do efektów wizyty w Kijowie. - Unikam takich ostrych ocen, bo wiem, że takie rzeczy można ocenić dopiero w długim okresie. Szanuję to, że premier Morawieckim i wicepremier Kaczyński tam pojechali. Kto pompował oczekiwania, niech się zastanowi, czy warto robić z tego mediospołecznościowe wydarzenie - powiedział Siemoniak.
Natalia Durman Natalia Durman